długość dźwięku samotności
Źle mi. Po prostu, zwyczajnie źle. I tym razem, uwaga, nie bez powodu! Bo cholerne... półtora miesiąca? dwa? - tak krótko, a tu proszę, ni stąd ni zowąd walnęło z wielką siłą, przyczepiło się i odejść nie chce.
Nie, ja chyba nawet nie mam ochoty o tym pisać. Jakoś nie bawi mnie w chwili obecnej sieciowy ekshibicjonizm (bo to tak się nazywało?). Więc o czym by tu, ach tak, taka ładna noc dzisiaj. Gwiazdy których nie widać i ten pełny księżyc, którego pełnia minęła dwa dni temu. Och. Ach.
To ja może sobie pójdę. Popadam naprawdę w dziwny stan, kiedy sama siebie już nawet nie rozumiem. Ale to może tylko ten Kirito w środku. Tak, na pewno.
A może pójdę obudzić Tsukasę? A potem Toshiya mu powie, ze go kocha i że już zawsze będą razem, szczęśliwi.
(Oho, i to jest chyba ten moment kiedy mam ochotę się popatać i powiedzieć do siebie "Tak Mitsu, oczywiście...".)
długość dźwięku samotności
| 2007-08-01 00:58:06 |
skomentuj (0)
hm.
Noce zaczynające się o czwartej nad ranem, a kończące o drugiej po południu (lub też nieistniejące w ogóle). Kawa większa i mocniejsza niż zwykle, śniadania złożone z powietrza. Rozmowy natury egzystencjalnej, czyli 'babcine konfitury z piwnicy pełnej łańcuchów podane w odpowiedni sposób wyleczą kaca' albo 'jak bardzo cosplay powinien być kolorowy, żeby nie zgubić się pośród fanów toola'. I tak dzień za dniem, godziny spędzone na nicnierobieniu. Drugi tydzień mojej wolności mija, a wszystko naokoło woła
zrób coś ze sobą!.
To ja idę po kawę. I jako że dzień zaczął mi się wyjątkowo przed dwunastą, to może na śniadanie jajecznica?
| 2007-07-04 12:09:06 |
skomentuj (2)
I stop.
Potrzebowałam jednej nieprzespanej nocy, czterech kubków kawy, "Exit" Kirito przez kilka godzin non-stop i nagłej znieczulicy do całego świata, żeby w końcu udało mi się skończyć to... to.
Och, jestem z siebie taka dumna, ach, tak mi z tym dobrze. Półroczny etap w moim życiu dobiegł końca, czas rozpocząć następny. Kilka oddechów, raz, dwa, do biegu, gotowi i start!
Wyścig szczurów w pogoni za kolejnym szczęściem. Chociaż i tak wiadomo, że jak będzie chciało przyjść, to przyjdzie samo.
Na razie rpg, wciąż pierrot, wciąż wakacje i bogowie na polskiej ziemi za 42 dni.
Flyleaf - I'm so sick
| 2007-07-01 18:20:00 |
skomentuj (4)